czwartek, 14 czerwca 2012

Od Inu - dokączenie historii

Łapy lekko dotykały ziemi, nie wydawały żadnych dźwięków. Miękko sunął w stronę psa. Po chwili przystanął. Przed nim stał półdziki malamut. Stali tak i lustrowali się wzrokiem. Oboje mieli nastroszone sierści. Obok malamuta było jedzenie, Inu popatrzył na nie z zazdrością, dlaczego on by nie miał go zjeść? Postawił ogon jeszcze wyżej i obnażył kły. Inaczej się nie da. Malamut także obnażył kły, nie miał zamiaru oddać pożywienia bez walki. Jednocześnie, jakby na umówiony sygnał, psy zaczęły krążyć. Ogony teraz lekko powiewały na wietrze, nie marnowali energii na trzymanie ich sztywno, już nie potrzebowali tego robić, przecież zaczęli walkę, nie da się tego cofnąć. Psy nie wydawały dźwięków, nie zachowywały się jak kundle walczące przez płot, albo na spacerze. Nawet nie jak te biegające same po ulicach, często wdające się w bójki. Inu i malamut nie wydawali dźwięków, walczyli jak wilki, bez dźwięków, cicho, ale skutecznie. Nagle malamut skoczył, o sekundę za późno, zęby zamiast zatopić się w karku, ześlizgnęły się po plecach. Inu wykorzystał moment i rozciął zębami bark przeciwnika, poczuł krew na języku, dodało mu to energii. Psy odskoczyły od siebie i znowu zaczęły krążyć. Tym razem skoczył Inu, o pół sekundy za późno. Zęby chwyciły grubą sierść zaraz za karkiem. Puścił jednak szybko i odskoczył, pies jednak zdążył ugryźć go w ramię. Poczuł ciepłą krew spływającą po łapie. Nie zaatakował jednak "za tą ranę". Po prostu odskoczył i znowu zaczęli krążyć. Walka zbytnio wydłużała się jednak, za dużo krążyli. Malamut więc skoczył na Inu. Ten jednak szybko zrobił obrót na łapie i przejechał zębami psu po plecach. Mimo rany na plecach, pies się nie poddał. Odskoczył tylko kawałek i stanął czekając na reakcję Inu. Ten jednak nie atakował, tylko szybko przywarował do ziemi. Praktycznie na niej leżał, tylko warując szybciej mógł skoczyć w górę i zaatakować. Pies jednak nie wykrył podstępu i podszedł myśląc, że może szybko odskoczyć. Gdy stał bokiem do warującego psa, ten skoczył szybko na nogi rzucając się przeciwnikowi do gardła. Udało mu się, trzymał teraz malamuta za gardło. Starczyło tylko jeszcze mocniej zacisnąć szczęki. Już prawie to zrobił, gdy malamutowi udało się go chwycić za grubą sierść na karku, jeśli przeniesie chwyt niżej... Inu puścił psa i ugryzł go mocno w kark wyrywając kłak sierści. Malamut czując, że już nikt nie trzyma go za kark, stał się pewniejszy. Teraz go już nic nie powstrzyma. Co tam wyrwany kłak sierści, mógł zabić Inu... Pies wyczuł, że popełnił błąd puszczając sierść na gardle. Teraz na chwilę wpadł w panikę, co teraz? Jak mi się uda przeżyć? Zaczął gryźć na oślep, byleby zadać jak najwięcej ran. Malamut powoli przesunął chwyt bliżej gardła Inu. Pies ten przestał ciąć skórę przeciwnika na oślep. Wiedział już co zrobić, złapał pewnie łapę psa i zacisnął mocno szczęki. Psy usłyszały trzask łamanych kości. Teraz malamut miał tylko trzy nogi, na których mógł się opierać. Wiedział, że jeśli nie puści, to Inu złamie mu kolejną, a on się przewróci. Puścił więc psa, odskoczył spadając na cztery łapy, potknął się jednak i pisnął z bólu, jedna przecież była złamana. Podniósł się jednak szybko i odsunął od Inu. Ten jednak nie miał zamiaru zabijać psa, warknął tylko:
- Idź precz, póki nie chcę zabić!
Malamut nic nie odpowiedział, po jego ruchach widać było jednak, że zrozumiał. Wycofał się w czerń nocy i umknął z podkulonym ogonem starając się nie piszczeć ilekroć złamana kończyna dotykała ziemi. Inu natomiast podszedł do pożywienia, położył się obok, ale nie tknął. Najpierw wylizał swoje rany i zasnął. Po kilku godzinach obudził się, zjadł to co wygrał i odszedł z miejsca walki, a poranne słońce przyjemnie grzało mu plecy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz